Kiedy myślę o podejmowaniu decyzji, staram się nie przyjmować roli eksperta, który z góry wie, dlaczego ktoś działa albo nie działa. Znacznie bliższa jest mi rola ucznia: obserwuję, pytam, sprawdzam hipotezy i pozostawiam możliwość, że moje pierwsze wyjaśnienie może być błędne. Łączę tutaj trzy perspektywy: Evidence-Based Management (EBM), Transformującą Obecność oraz postawę ucznia zamiast sędziego.
❶ Wiem, co zrobić. Dlaczego więc tego nie robię?
Zaczynam od zakwestionowania pozornie oczywistego założenia: czy rzeczywiście wiem, co zrobić? Mogę wiedzieć coś na poziomie deklaracji, a jednocześnie nie być gotowy na konsekwencje działania. Mogę wiedzieć, że powinienem zmienić pracę, zakończyć projekt, przeprowadzić trudną rozmowę albo podjąć nową odpowiedzialność. To jednak nie oznacza jeszcze, że jestem gotowy zaakceptować związane z tym ryzyko, koszty, utratę poczucia bezpieczeństwa czy reakcję innych ludzi.
Z perspektywy EBM staram się nie zamieniać pierwszego wyjaśnienia w diagnozę. Jeżeli nie działam, mogę powiedzieć: „to lęk”, „to moje przekonania”, „boję się zmiany” albo „brakuje mi motywacji”. Każde z tych zdań traktuję jednak jako hipotezę, a nie fakt. Pytam, jakie mam dowody, jakie są inne możliwe wyjaśnienia i czego jeszcze o tej sytuacji nie wiem.
Dlatego interesują mnie różne źródła wiedzy: wyniki badań, fakty dotyczące konkretnej sytuacji, doświadczenie praktyczne, ale także perspektywa człowieka, którego decyzja dotyczy. Nie zakładam, że jedno z tych źródeł automatycznie daje mi pełny obraz.
Tutaj bliska jest mi również Transformująca Obecność. Nie muszę natychmiast pytać: „Jak rozwiązać ten problem?”. Mogę zatrzymać się przy pytaniu: „Co ta sytuacja próbuje mi pokazać?” Zmienia się wtedy moja relacja z problemem. Nie muszę go od razu pokonać. Najpierw próbuję go lepiej zobaczyć.
❷ Głowa, ciało czy emocje — co uczestniczy w mojej decyzji?
Nie próbuję wybierać między rozumem, emocjami i ciałem. Nie zakładam też, że racjonalna analiza jest zawsze dobra, a emocje są zakłóceniem procesu decyzyjnego. Jednocześnie nie chcę wpadać w przeciwną pułapkę i uznawać każdej emocji czy intuicji za wiarygodny drogowskaz.
W Transformującej Obecności mogę posługiwać się rozróżnieniem „głowy”, „serca” i „brzucha” jako praktyczną mapą przyglądania się własnemu doświadczeniu. Traktuję ją jednak jako ramę do pracy i zadawania pytań, a nie dosłowny model neurobiologiczny.
Z perspektywy EBM interesuje mnie natomiast to, co rzeczywiście można powiedzieć na podstawie badań. Proces decyzyjny nie sprowadza się do czystej kalkulacji. Emocje, wcześniejsze doświadczenia oraz sygnały płynące z ciała mogą dostarczać informacji wykorzystywanych podczas podejmowania decyzji. Nie oznacza to jednak, że każda taka informacja jest trafna.
Jeżeli czuję lęk, nie wyciągam automatycznie wniosku: „nie powinienem tego robić”. Jeżeli analiza finansowa pokazuje korzyść, nie oznacza to jeszcze: „powinienem to zrobić”. Jeżeli mam silną intuicję, również nie zakładam: „moja intuicja ma rację”.
Jako uczeń traktuję te sygnały jako dane, które wymagają interpretacji. Mogę więc zapytać: „Co mówi mi mój lęk?”, „Na czym opiera się moja analiza?”, „Z jakiego doświadczenia może wynikać moja intuicja?” Dopiero wtedy próbuję zobaczyć pełniejszy obraz.
❸ Jak decyduję, kiedy nie mam pewności?
W tym miejscu szczególnie ważna jest dla mnie perspektywa Evidence-Based Management. EBM nie rozumiem jako obietnicy pewności. Wręcz przeciwnie — jest dla mnie sposobem podejmowania decyzji ze świadomością ograniczeń własnej wiedzy.
Kiedy stoję przed decyzją w warunkach niepewności, mogę przejść przez kilka kolejnych pytań:
To ostatnie pytanie jest dla mnie szczególnie ważne. Nie każda decyzja musi być ostatecznym rozstrzygnięciem. Czasami mogę wykonać mały, względnie bezpieczny krok, który dostarczy mi nowych informacji. Wtedy działanie staje się nie tylko konsekwencją wiedzy, ale również sposobem jej zdobywania.
W tym punkcie spotykają się dla mnie EBM, Transformująca Obecność i rola ucznia. Nie muszę usuwać całej niepewności, zanim zacznę działać. Mogę wejść w sytuację uważnie, obserwować jej rozwój, uczyć się i korygować kierunek.
Uczeń we mnie może zadać inne pytanie: „Czego dowiedziałem się dzięki tej decyzji i co teraz zrobię z tą wiedzą?”
Dlatego coraz mniej interesuje mnie decyzja rozumiana jako pojedynczy, ostateczny akt wyboru. Bardziej interesuje mnie proces: obserwacja → interpretacja → decyzja → działanie → informacja zwrotna → korekta. Decyzja nie zamyka wtedy procesu poznawania rzeczywistości. Staje się jego częścią.